2006 - Mazury

Mazury 1

Każdego roku, gdy przychodzą pierwsze ciepłe dni czuję, że należy coś z tym zrobić, że obowiązkiem jest to wykorzystać. Perspektywa długiego i wolnego od zmartwień (wtedy byliśmy w liceum) lata tylko pogłebia to pragnienie. Ludzie przychodzą do szkoły naładowani coraz to bardziej szalonymi pomysłami na ucieczkę z domu, na spedzenie czasu razem. Tak było z nami i tak wymyśliliśmy naszą pierwszą rowerową wyprawę na Mazury. Na mazury, bo akurat byliśmy po obozie żeglarskim, a rowerami, bo czemu nie.

Nie będę się specjalnie rozpisywał o naszych przygotowaniach, bo patrząc z perspektywy paru lat było to coś w stylu: "Stary weź namiot, ja pompkę, kupimy sobie bagażniki, sakwy i pojedziemy". Którędy? "No mamy punkt a - Bielsko, punkt b - Wilkasy, łączymy je linią prostą i ruszamy". Może trochę przesadziłem, bo nasza prosta się jednak trochę połamała, ale idea była właśnie taka. Plan zorganizowania sobie spania w czasie podróży był następujący: prosimy naszego katechetę o referencję - przepustkę do darmowych noclegów na plebaniach czy w klasztorach, poza tym namioty, na ciepłe noce pod chmurką. Zadziałało.

Mazury 2

Jazda przebiegała bardzo sprawnie, głównym celem tej wyprawy było dojechanie na miejsce w wyznaczonym czasie, tak, aby nasze wyczarterowane łódki nie zdążyły zmienić najemcy. Byliśmy więc dobrze zmotywowani. Pierwsza noc przywitała nas nad uroczym jeziorkiem, była radość, pływanie i słodki sen, a potem pierwszy świt, pierwsze zakwasy i pierwsze oznaki działania komarów nad tym samym, uroczym jeziorkiem. Trzeba było jechać dalej, droga, obiad, siesta, droga, lody, droga. Wydawać by się mogło, że jest w tym dużo monotonii, ale jest też niezwykły czar: wolność, przestrzeń, bliskość natury to po roku codziennego dojeżdżania do szkoły w zatłoczonych autobusach może zachwycić. I tak sobie jechaliśmy zachwyceni, potem zachwyceni i trochę zmęczeni, aż w końcu trochę zachwyceni i zmęczeni.

Dojechaliśmy. Ani kropli deszczu, ani jednej usterki w rowerze, za to dużo szczęścia i ludzkiej życzliwości. Tak się zaczęło nasze coroczne rowerowanie, a co będzie dalej to na razie tajemnica.

Krzysiek







Valid XHTML 1.0 Transitional
Valid CSS!
©2009-2017 Ponik