2010 - Ukraina, Rumunia

Byliśmy już na tej bliższej północy - na Litwie i na Łotwie oraz na południu - we Włoszech i na Bałkanach. Nadszedł więc czas żeby zobaczyć co kryje się za wschodnią granicą naszego kraju. Za cel kolejnej wyprawy obraliśmy Krym.

Ukraina, Rumunia 1

Ukraina

Przed wyjazdem na Ukrainę nasłuchaliśmy się mnóstwa opowieści o tym, że jest to najdzikszy z krajów europejskich, że na każdym kroku trzeba dawać łapówki żeby cokolwiek załatwić, Ukraina, Rumunia 2 że wyłudzać pieniądze będzie próbować nawet policja i że jako turyści na pewno zostaniemy gdzieś oszukani lub okradzeni... A drogi będą w katastrofalnym stanie. Rzeczywiście jest w tym trochę prawdy, jednak z powodu środka transportu jakim się poruszaliśmy, niektóre sprawy wyglądały inaczej. Policjanci z drogówki, których mijaliśmy kilka razy dziennie, w ogóle nie interesowali się rowerzystami, kontrolując przede wszystkim samochody, które nie mają "UA" na tablicach rejestracyjnych, żeby wyciągnąć od nich parę hrywien.

Ukraina, Rumunia 3

Jeżeli chodzi o stan nawierzchni dróg, to wyjazd na Ukrainę polecam każdemu, kto narzeka na polskie drogi - z pewnością wyleczy się ze swoich problemów, a na nasze szosy wróci z przyjemnością. Drogom na Ukrainie faktycznie sporo brakuje do standardów europejskich, czego doświadczyliśmy poprzez rozkręcające się rowery, powyginane bagażniki i pęknięte obręcze kół.

Rowerzyści u naszych wschodnich sąsiadów nie są częstym widokiem, a osób jeżdżących dla przyjemności to ze świecą szukać. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że jadąc na rowerze nie jest się tu mile widzianym na drodze. Kierowcy często wyprzedzali nas, przejeżdżając kilka centymetrów od kierownicy, a czasami wręcz mieli pretensję, że nie zjeżdżamy na pobocze, robiąc im miejsce. Także nasze płuca nie były oszczędzane, wchłaniając spaliny z wymagających remontu silników.

Ukraina, Rumunia 4

Jednak wszystkie te nieprzyjemności, z którymi zetknęliśmy się na Ukrainie zostały zrekompensowane całkowicie poprzez życzliwość zwykłych ludzi spotkanych podczas naszej podróży. Prawie na każdym postoju byliśmy wypytywani skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy. Ludzie słysząc o drodze, którą mieliśmy już za sobą powtarzali z uśmiechem "Maladcy!", co po ukraińsku znaczy "Zuchy". Szczególnie duże zainteresowanie budziliśmy przejeżdżając przez mniejsze wioski, gdzie miejscowi z ciekawością oglądali nasze rowery wypytując o wszystko. Jeden napotkany rowerzysta porównał, że jak ludzie widzą rower z sakwami przejeżdżający przez wioskę to tak jakby widzieli przelatujące UFO i nie jest to aż tak wielką przesadą jak się wydaje.

Ukraina, Rumunia 5

System nawigacji lądowej działał znakomicie, to znaczy każdy zapytany o drogę chętnie nam pomagał, nie przejmując się barierą językową, którą oczywiście nie trudno było przełamać. Wielu miejscowych mocno się w tę pomoc angażowało, jak to zrobił pewien rowerzysta z Mikołajewa: zapytany o sklep rowerowy pilotował nas przez pół miasta zatrzymując dla nas samochody na skrzyżowaniach. Inny młodzieniec wprawił nas w zakłopotanie, kiedy dowiedziawszy się, że brak nam smaru do łańcucha, podchodził do kierowców z prośbą o użyczenie kilku kropel oleju silnikowego.

Inną rzeczą, którą napewno warto polecić jest słynny, ukraiński kwas chlebowy. W upalne dni nie można było się obyć bez niego. Można go było dostać w każdym sklepie, ale nam najbardziej do gustu przypadł taki "na miejscu" lany do kufli z wielkich beczek na przydrożnych stoiskach.

Krym

Ukraina, Rumunia 6

Krym różnił się nieco od Ukrainy jaką widzieliśmy na lądzie. Wszędzie roiło się tu od turystów (szczególnie z Rosji). Plaże były albo nie nadające się do rozbicia namiotu, albo płatne. Największe zagęszczenie interesujących nas miejsc było na wybrzeżu i to zdeterminowało przebieg trasy. Obok licznych, prawosławnych cerkwii zaczęły pojawiać się tu też islamskie meczety. Atrakcją były miejscowe przysmaki sprzedawane przez ludzi tatarskiego pochodzenia, takie jak wafle wypełnione czekoladą, czy orzechy na nitce zatopione w słodkiej, galaretowatej masie.

Absolutnie warto spróbować marchewki z piercem - jest to marynowana, starta w podłużne cienkie "nitki" marchew z przyprawami. Zwykle do wyboru jest wersja łagodna i ostra. Ta druga wyjątkowo dobrze komponuje się ze smakiem chłodnego piwa. Ukraińskie piwo bez wątpienia może zdobyć uznanie sympatyków tego trunku.

Rumunia

Ukraina, Rumunia 7

W Rumunii spotkaliśmy się z podobną do tej ukraińskiej życzliwością ze strony ludzi. Rumuni chętnie nam pomagali kiedy mieliśmy jakiś problem, sami oferując swoją pomoc.

Niestety sympatyczna atmosfera często gwałtownie się psuła, kiedy zostawaliśmy osaczeni przez Cyganów wyciągających ręce po pieniądze i klepiących się po brzuchach. Nie było to zasadą, ale często zuchwałemu żądaniu pieniędzy towarzyszyły złośliwe i wulgarne zachowania. Wtedy robiło się nieprzyjemnie.

Jeden z Rumunów, z którym rozmawialiśmy na targowisku w Galati, pierwszego dnia pobytu w tym kraju, przestrzegał nas przed Romami, a nawet zalecał unikanie wszelkich z nimi kontaktów. Zwrócił nam również uwagę na odrębność Rumunów i Romów i ubolewał nad faktem, że te dwie grupy etniczne są ze sobą utożsamiane. Czuł się z tego powodu skrzywdzony i nie chciał, aby cygańskie zachowania, szczególnie w Europie Zachodniej były kojarzone z jego krajem.

Ukraina, Rumunia 8

Bardzo popularnym środkiem transportu na Rumunii był zaprzęg konny. Zaraz po przekroczeniu granicy zauważyliśmy ponad przeciętną aktywność tego typu pojazdów. Nawet jeśli nie było widać w pobliżu żadnych wozów, to na asfalcie było wiele śladów świadczących o ich obecności na drogach.

Szosy na Rumunii były w znacznie lepszym stanie niż na Ukrainie. A drogom głównym to już nie można było nic zarzucić. Gładka szosa i urzekające widoki to połączenie, którego nie sposób nie doceniać.


Ukraina, Rumunia 9

Kolejna przygoda za nami. Była może trochę dziksza od poprzednich, ale na pewno nie mniej przyjemna z tego powodu. Zobaczyliśmy, że na wschodzie wcale nie jest tak strasznie i szczerze mogę polecić te rejony każdemu, kto chciałby poczuć wschodnio-europejską gościnność i komu nie straszne nierówne drogi.

Ponik




Komentarze:

Dodaj komentarz


Środa, 27.10.2010 0:03:26
Alex

... google translate ))



Wtorek, 26.10.2010 23:57:46
Ponik

That's right, it's about you.
I'm glad you understand polish words! :-)



Poniedziałek, 25.10.2010 8:50:19
Alex

"Inny młodzieniec wprawił nas w zakłopotanie, kiedy dowiedziawszy się, że brak nam smaru do łańcucha, podchodził do kierowców z prośbą o użyczenie kilku kropel oleju silnikowego."


Seems, it about me) Thank you for kind words!



Poniedziałek, 25.10.2010 0:56:08
Autor: Alex

"Inny młodzieniec wprawił nas w zakłopotanie, kiedy dowiedziawszy się, że brak nam smaru do łańcucha, podchodził do kierowców z prośbą o użyczenie kilku kropel oleju silnikowego."


Seems, it about me) Thank you for kind words!



Piątek, 22.10.2010 9:46:24
Bacha

Szacun :-) A ja w tym roku byłam z siebie dumna, że przejechałam jednym ciągiem AŻ 50km. Jak zwykle po Waszej wyprawie czuję się zawstydzona :-)
Pozdrawiam serdecznie.



<<  1
2



Valid XHTML 1.0 Transitional
Valid CSS!
©2009-2017 Ponik