2012 - Turcja, Mołdawia

Założenia były dwa. Dojechać do Istambułu i zobaczyć Republikę Mołdawii wraz z jej stolicą, Kiszyniowem. Rozpoczęliśmy pedałowanie tradycyjnie z dworca Bielsko-Biała Główna, kierując się na wschód.

Ukraina

Turcja, Mołdawia 1

Przejście graniczne z Ukrainą Krościenko-Smolnica okazało się być przeznaczone wyłącznie dla samochodów. To utrudnienie szybko obróciło się w ciekawe urozmaicenie naszej podróży, bo stało się okazją do poznania grupy uprzejmych Ukraińców, którzy zabrali nas i nasze rowery do wielkiego samochodu dostawczego sprzed kilku dekad.

Gnani entuzjazmem ledwie rozpoczętej przygody ruszyliśmy slalomem po ukraińskich szosach, wypatrując najdogodniejszego sposobu ominięcia dziur, co przypominało rozwiązywanie łamigłówek-labiryntów na czas. Raz po raz dołączały się do nas grupy chłopaków na rowerach, którzy eskortowali nas do następnej wioski zadając pytania - Ad kuda wy? Ku da? - lub po prostu dziwując się przybyszom. Mijaliśmy pola uprawne, pastwiska, ugory i lasy, dusząc się czasem spalinami radzieckich silników. Zatrzymując się na popas korzystaliśmy z atrakcyjnych cen, powszechności kwasu chlebowego i syroków (rodzaj słodyczy na bazie twarożku oblanego czekoladą).

Szerzej o Ukrainie pisaliśmy już wcześniej.

Mołdawia

Turcja, Mołdawia 2

Mołdawia to zadziwiający zakątek Europy. Przyciągał nas tam nasz brak wiedzy na jego temat, jakiś rozdział książki Andrzeja Stasiuka, kilka negatywnych opinii na temat urody stolicy... Jak to bywa często: nieznane pociąga. I było warto. Przy szlabanie przed granicą dostaliśmy kartkę, na której należało zebrać 4 pieczątki od różnych urzędników na przejściu granicznym, co przypominało trochę zadania w grach role-play. W powszechnym bałaganie i przepychance zdołaliśmy się z tym dość sprawnie uwinąć, choć widzieliśmy rodzinę Niemców, która nie mogła zrozumieć dlaczego pierwszeństwo przyjazdu nie zapewnia tu pierwszeństwa odjazdu. Taki to wschodnioeuropejski ordnung - przepychanka, rozpierducha.

Mołdawia to obszar starcia wpływów kulturowych Rumunii i Rosji. Państwo, którego urzędowym językiem jest mołdawski - dialekt języka rumuńskiego, ale wszyscy przez nas spotkani Mołdawianie mówili po rosyjsku. Prawie wszyscy znali zarazem mołdawski. Zresztą pytani przez nas prości ludzie nie znali przyczyny takiego stanu rzeczy - "Tak jakoś się stało, że mówimy w dwóch językach." - wzruszali ramionami.

Turcja, Mołdawia 3

To kraj rolniczy i pasterski. Krajobraz malowany łagodnymi pociągnięciami pędzla; oko nie napotyka gwałtownych pasm górskich, żadnych pojawiających znienacka się elementów, naruszeń płynności. Najwyżej te kilka miast z szarymi bryłami bloków. Horyzont ujawnia nam kolejno łagodne pagórki, kępy drzew, podobne sobie wioski, nic niespodziewanego. Szosa wygina się czasem leniwie pod naporem tych przeszkód, ale najczęściej prowadzi nas prosto, a szpaler drzew po obu jej stronach daje schronienie przed upałem stadom owiec, pasterzom i ich psom. Są to często drzewa owocowe lub orzechy włoskie; Mołdawianie skrupulatnie zbierali z nich wszelkie dobroci. Tuż za pojedynczą linią drzew przesuwają się pola i pastwiska. Ma się wrażenie, że każdy niezamieszkany hektar wykorzystany jest pod wypas lub uprawę słoneczników, kukurydzy, pszenicy, żyta albo - na południu kraju - winorośli. W końcu większość z nas kojarzy Mołdawię z pysznym winem.

Turcja, Mołdawia 4

Podstawowym napojem stał się dla nas jednak kwas. Kwas w stu wariantach, kwas chlebowy, chyba jeszcze pyszniejszy niż ten ukraiński, a na pewno bardziej popularny i dostępny. W każdej wiosce mogliśmy się ochłodzić i nawodnić lanym z beczki, zimnym napojem o barwie ciemnego bursztynu. Cena? Ok. 1zł 20 groszy za pół litra! 5 lei mołdawskich. Zresztą ceny większości produktów nie zmuszają do zaciskania pasa.

W Mołdawii zachodnie przyzwyczajenia mogą nas trochę kosztować. Handel odbywa się tam głównie na pchlich targach, tylko w niektórych dniach tygodnia. Kiedy Rafałowi pękła obręcz (patrz zdjęcia), w liczącym sobie 100 tys. mieszkańców mieście Bălţi (pol. Bielce) znaleźliśmy jeden sklep z rowerami. Zamknięty, bo poniedziałek (hmm?). I był to sklep z CAŁYMI rowerami. Części nie było żadnych. "Na bazar! - mówiono nam - Jutro." Upór i techniczna pomysłowość Rafała pozwoliły nam dokulać się do stolicy, gdzie panowały bardziej zachodnie realia - dwa firmowe sklepy rowerowe z serwisami.

Turcja, Mołdawia 5

Kiszyniów, stolica Mołdawii, kontrastuje z resztą kraju. Choć złożony w większości z szarych, socrealistycznych blokowisk uszeregowanych wzdłuż ulic o nazwach budzących rosyjskie skojarzenia (Bulevardul Iuri Gagarin, Strada Puşkin, Bulevardul Moscova), to jest to miasto wyraźnie zmienione przez globalizację. W małych miasteczkach jedynym jej znakiem są biura przekazów gotówkowych Western Union - emigranci tym sposobem przysyłają pieniądze rodzinie. W Kiszyniowie za to są sklepy międzynarodowych marek, McDonald's, ludzie ubrani są raczej modnie niż wygodnie, a rowery to nie tylko te klasyczne, chałupniczo podtrzymywane przy życiu "ukrainy", których pełno na prowincji.

Ruszyliśmy dalej, na południe, by przed granicą z Rumunią pożegnać się ostatecznie z kwasem chlebowym...

Rumunia

O Rumunii pisaliśmy tutaj.
Ale tym razem - w drodze powrotnej z Turcji - wymarzył nam się Transfăgărăşan. I o tym trzeba napisać.

Transfăgărăşan - Szosa Transfogaraska
Turcja, Mołdawia 6

To szalone przedsięwzięcie - kręta droga przez Karpaty między dwoma najwyższymi szczytami Rumunii. Zbudowana trochę na pokaz możliwości Rumuńskiej Republiki Ludowej, chyba bez uzasadnienia ekonomicznego, obecnie stała się jedną z ważniejszych atrakcji dla osób podróżujących po szosach Rumunii. Jechaliśmy od południa, z nizin Wołoszczyzny, by potem zjechać na Wyżynę Siedmiogrodzką. Jazda pod górę nie męczyła mnie prawie - zbyt pięknie było wokół, żeby pamiętać o zmęczeniu. To prawie jak wjechać asfaltową szosą do Doliny Pięciu Stawów - wokół turnie, hale, górskie potoki toczące z hukiem wody w dolinie. Warto przenocować pod przełęczą od strony północnej (w letnie noce może być aż tłoczno), a rano okąpać się w rześkim strumieniu. Turcja, Mołdawia 7 A kto kocha koloryt rumuńskich wsi na pewno doceni etnograficzny kontrast: wyjeżdżamy z pięknej, kwiecistej wsi wołoskiej regionu Argeş, by po około 100 km asfaltowych esów-floresów znaleźć się w murowanych, uporządkowanych wsiach Transylwanii. Bez stadiów pośrednich.

Szosa utrzymana była w dobrym stanie (sierpień, wrzesień), a ruch drogowy niewielki. Najwyższy odcinek jest otwarty tylko w dzień i w lecie. Zimą zalegają tam śniegi, na wiosnę służby muszą usuwać z drogi odkruszone fragmenty skał. Byłoby nie lada przygodą złamać ten zakaz wjazdu wiosną, znaleźć się tam bez żadnych samochodów...

Bułgaria

Turcja, Mołdawia 8

Kraj automatów z parzoną kawą za mniej niż złotówkę na każdym rogu najmniejszej wioski... Kraj soczystych dębowych lasów i much pchających się spoconym rowerzystom do oczu i nosa. Kraj pysznych suszonych kiełbas i ostrej papryki. Kraj trochę smutny, gdzie po wsiach i miasteczkach snują się psy i ludzie bez zajęcia, a furtki gospodarstw i płoty obwieszone są spłowiałymi nekrologami z ostatnich 10 lat. A między jedną wsią a drugą często trzeba przebyć kilkanaście kilometrów pustkowi. Tak przynajmniej wyglądał ten skrawek Bułgarii, który my poznaliśmy.

Turcja, Morze Marmara

"Do Istambułu?" - pytali celnicy. Taki był nasz cel.

Turcja, Mołdawia 9

Najlepsze szosy - z szerokim poboczem w sam raz dla rowerów - były właśnie w Turcji. Powitały nas platanowe lasy i śpiew muezinów, iglice minaretów i wszechobecne oblicze Mustafy Kemala Atatürka, Ojca Republiki Tureckiej. Jechaliśmy w ciągłym akompaniamencie klaksonów pozdrawiających nas kierowców. Baclava (rodzaj tureckich słodyczy) nie dawała nam stracić zbyt wielu kilogramów, a turecka kawa i czaj w czarkach w kształcie tulipana (czyli w tzw. bardaczkach) dawały pretekst do rozmów z bywalcami jak najmniej wystawnych herbaciarni. Dzięki temu w obskurnej dzielnicy Istambułu poznaliśmy bardzo przyjaznych Kurdów, a w Kirklareli rozmawialiśmy po "rosyjsku" z Bułgarem i Turkami, którzy wspólnie spędzali tam poranek.

Turcja, Mołdawia 10

Wjechaliśmy do Istambułu w dniu święta państwowego - 30 sierpnia to Dzień Zwycięstwa. Zabawnie było wjeżdżać do centrum Istambułu środkiem zamkniętej dla samochodów drogi z setkami flag narodowych nad głową - ulicą przystrojoną na potrzeby defilady. Do rowerów nie stosują się niektóre ograniczenia.

W dzielnicy Taksim spotkaliśmy gościnnego Sinana, który przenocował nas na swoim dacho-tarasie i zabrał na turecki kebab z ayranem i kwaśnym napojem şalgam oraz na imprezę u Kanadyjczyka Jamesa w zawrotnie międzynarodowym towarzystwie. Nad ranem budziły nas niezsynchronizowane śpiewy muezinów ze stu minaretów nad Bosforem.

Turcja, Mołdawia 11

Przekroczyliśmy Bosfor, by okrążyć Morze Marmara i po 2 dniach w Azji wrócić na nasz kontynent przez cieśninę Dardanele. Na prom wjechaliśmy po zachodzie i już w ciemnościach w swoje objęcia brała nas rodzinna Europa. Tego dnia padł też rekordowy dystans dzienny - 215 km.

Więc opuszczaliśmy Turcję - kierunek Transfogarasan. Wyjazd z Turcji był ulgą dla portfela. To tam pozostawiliśmy ponad 1/3 naszego budżetu na wyprawę. Przez Bułgarię, Bukareszt, Oradeę, wschodnie Węgry, dobrze znaną Słowację do Polski. A dalej - wyprzedzając na Zakopiance rzędy toczących się powoli samochodów - do domu, do Bielska-Białej.

Turcja, Mołdawia 12

Jedną z rzeczy, do których w tej chwili najbardziej tęsknię, jest to poczucie wolności, jakie daje rower. Jest zarazem przepustką do ludzkich serc. Ten sposób podróżowania budzi zainteresowanie i sympatię, a czasem zdumienie ("Na rowerze? Ale po co?!"). Podróżując samochodem, sypiając w hotelach - niełatwo o bezinteresowną interakcję z ludźmi. Wobec włóczęgów na otroczonych sakwami rowerach trudniej zachować obojętność. Dzięki temu mieliśmy okazję poznać tyle wspaniałych osób, których twarze jeszcze długo pozostaną w mojej pamięci. Tak jak i krajobrazy, które teraz - gdy kończę ten tekst - powracają do mnie z mocą.

Miłosz




Komentarze:

Dodaj komentarz


Poniedziałek, 18.02.2013 21:17:13
geodan

Witam . W Mołdawii na rowerze byłem w 2011
i wrażenia Mam podobne , szkoda tylko że przed Kiszyniowem nie zahaczyliście o miejscowość Cricowa (podziemne składowiska win ) . Aha i mamy zdjęcie pod tym samym napisem przed wjazdem do Kiszynowa



1



Valid XHTML 1.0 Transitional
Valid CSS!
©2009-2017 Ponik